Zaznacz stronę

W lipcu zespół bezpieczeństwa Hugging Face miał przed sobą tysiące akcji wykonanych przez napastnika. Wśród nich były polecenia, ładunki exploitów i ślady serwerów C2. Naturalnym ruchem było oddanie tego materiału najlepszym modelom dostępnym przez API.

Te modele odmówiły. Ich zabezpieczenia widziały w materiale atak i nie potrafiły odróżnić osoby, która go bada, od osoby, która go przeprowadza.

Analizę dokończył otwarty model GLM-5.2 uruchomiony na własnej infrastrukturze firmy. Przy okazji ani dane napastnika, ani poświadczenia, do których się odwoływał, nie opuściły środowiska. Pięć dni później OpenAI przyznało, że napastnikiem był agent z ich własnego testu bezpieczeństwa, który wydostał się z piaskownicy. To jednak materiał na osobny tekst.

Zaczynam od tej historii z prostego powodu. To jeden z nielicznych twardych, opisanych w źródle pierwotnym faktów o użyciu lokalnego modelu w poważnej pracy, na jakie trafiłem, czytając wrześniowe raporty o AI. Reszta okazała się znacznie mniej konkretna, niż obiecywały nagłówki.

Sześć raportów, każdy o czymś innym

Chciałem odpowiedzieć sobie na pytanie, które wydaje się proste: kto i do czego uruchamia modele językowe na własnym sprzęcie. We wrześniu ukazało się sześć materiałów, które powinny coś o tym mówić. Są to dwa raporty Linux Foundation, aktualizacja raportu Mozilli o otwartej AI, nowa odsłona Google AI & Economy ATLAS, badanie Uniwersytetu w Konstancji i raport Everlaw o branży prawnej.

Każdy mierzy coś innego i żaden nie mierzy tego, czego szukałem. Mozilla pyta deweloperów o modele otwarte, a otwarty znaczy u niej tyle, że wagi da się pobrać. Model pobrany z Hugging Face i wystawiony przez API u operatora w chmurze jest w tej statystyce tak samo otwarty jak ten, który stoi w serwerowni banku.

ATLAS opiera się na 15 milionach interakcji z Gemini, więc z definicji opisuje chmurę jednego dostawcy. Konstancja bada pracowników w Niemczech, Everlaw ankietuje 257 osób z branży prawnej, a Linux Foundation rozmawiała z 25 praktykami. Lokalność we wszystkich gubi się gdzieś po drodze.

Jest jeszcze problem z kalendarzem. Raporty ukazały się we wrześniu, ale dane zbierano od kwietnia do lipca. Kto pisze dziś o wrześniowych danych, w praktyce opisuje wiosnę.

Wykres, który mówi więcej, niż się wydaje

Najciekawsza liczba z całego zestawu pochodzi od Mozilli i SlashData. W majowej ankiecie 79% deweloperów dodających AI do swoich aplikacji korzystało z modeli otwartych. Do produkcji dowiozło je 51% z nich, a w przypadku modeli zamkniętych ten odsetek wynosił 63%.

Sama luka nie zaskakuje. Ciekawie robi się dopiero po podziale na wielkość firmy.

Wśród zawodowych deweloperów modele zamknięte trafiają do produkcji w 54% małych firm i w 73% firm zatrudniających ponad tysiąc osób. Modele otwarte rosną w tym samym przedziale z 53% do 57%.

Gdyby przeszkodą były pieniądze, duża firma by ją pokonała. Korporacja kupuje model zamknięty razem z umową, wsparciem, certyfikatami i kimś, komu można złożyć reklamację. Przy modelu otwartym nikt nie sprzeda jej tego pakietu, więc wszystko, co otacza model, musi zbudować sama. Większy budżet niewiele tu pomaga, bo brakuje gotowych narzędzi i ludzi, którzy wiedzą, jak je złożyć.

Trzeba jednak pamiętać, że to dane o modelach otwartych, a o lokalnych mówią tylko pośrednio. Mozilla sama pokazuje, jak duża bywa ta różnica. Kimi K3 ma otwarte wagi, ale waży około 1,56 TB i potrzebuje co najmniej 64 akceleratorów. Formalnie może go pobrać każdy, a uruchomić u siebie prawie nikt.

Gdzie model na własnym sprzęcie się broni

Skoro twardych danych o adopcji brakuje, zostaje logika zadania. Lokalny model ma sens tam, gdzie spotykają się dwie cechy. Dane nie powinny wychodzić poza organizację, a wynik da się sprawdzić, zanim ktokolwiek go użyje.

Ekstrakcja pól z polis i faktur spełnia oba warunki. Wynik ma stały schemat, a poprawność można zmierzyć na kilkudziesięciu oznaczonych dokumentach. Polska firma Inero zrobiła taki test w kwietniu 2025 roku na 11 polisach i karcie RTX 2060 z 6 GB pamięci. W zależności od modelu wyniki rozjechały się od zera do dziesięciu poprawnie przetworzonych dokumentów na jedenaście.

Ten test ma półtora roku i obejmuje modele, których dziś nikt by nie wybrał. Dobrze pokazuje jednak rzecz, która się nie zestarzała. Bez własnego zbioru testowego wybór modelu jest zgadywaniem.

Podobnie jest z kodem, bo kompilator i testy dają odpowiedź, której model nie przegada. Raport FINOS z czerwcowego szczytu w Londynie podaje, że od dwóch trzecich do trzech czwartych poprawek wygenerowanych przez AI miało jakość produkcyjną. Chodzi o opiekunów projektów open source, którzy łatali stare błędy w systemach operacyjnych, a nie o banki. Uczestnicy tego samego szczytu zalecili jednak instytucjom finansowym, żeby testy bezpieczeństwa i generowanie poprawek prowadzić lokalnie, na izolowanym sprzęcie.

W tym miejscu wracam do Hugging Face, bo bezpieczeństwo jest przypadkiem szczególnym. W zwykłej pracy firma wybiera model lokalny z powodu poufności albo kosztów. W SOC i przy analizie incydentu dochodzi trzeci powód, o którym mało kto myśli przed pierwszym poważnym incydentem: model w chmurze może odmówić. Jego filtry są ustawione pod przeciętnego użytkownika, a analityk przeglądający exploit wygląda dla nich tak samo jak ktoś, kto go pisze.


Wniosek Hugging Face jest bardzo praktyczny. Model do analizy incydentów trzeba mieć wybrany, uruchomiony i sprawdzony wcześniej. W trakcie ataku nikt nie ma czasu na dobieranie kwantyzacji i sprawdzanie, czy sprzęt udźwignie długi kontekst.

Serwerownia nie czyni modelu prawdomównym

OWASP w zestawieniu ryzyk dla aplikacji LLM z 2025 roku wymienia prompt injection, wyciek danych wrażliwych, zatrucie danych, nadmierną autonomię i słabości bazy wektorowej. Żadne z tych ryzyk nie zależy od tego, w której szafie stoi serwer.

Najbardziej użyteczny opis tego, co działa, znalazłem w jakościowym raporcie Linux Foundation. Rozmówcy, którzy doprowadzili agentów do produkcji, mówili o jednym elemencie prawie zgodnie. Między agentem a modelem stawiają bramkę, która mierzy zużycie, egzekwuje polityki i zapisuje, kto czego użył. Pilnowania polityk nie powierza się samemu modelowi, bo ten przegrywa z każdym sprytniej ułożonym promptem.

Ta sama bramka pozwala kierować ruchem. Micaela Stump z Adyen opisała, że zadania niskopoziomowe i długotrwałe obsługują u nich otwarte modele hostowane we własnych centrach danych, a trudniejsze rozumowanie trafia do modeli w chmurze. Inny rozmówca szacował, że małe lub lokalne modele mogłyby obsłużyć od 80 do 90% wywołań.

Ta ostatnia liczba krąży już po sieci jako trend rynkowy, choć jest szacunkiem jednej osoby z jednego wywiadu. Ten sam raport ostrzega zresztą, że przy obecnym niedoborze GPU uruchamianie modeli u siebie wciąż jest trudne. Jeden z rozmówców zauważył też wprost, że lokalne modele nie są jeszcze gotowe, żeby działać na dowolnym laptopie.

Z tych źródeł składa się dość krótka lista warunków. Model dostaje wąskie zadanie z określonym formatem wyniku. Zespół ma własny zbiór testowy i powtarza testy przy każdej zmianie modelu, promptu albo bazy dokumentów. Odpowiedź wskazuje dokument źródłowy, a każdy zapis do systemu produkcyjnego zatwierdza człowiek. Wagi modelu mają sprawdzone pochodzenie i sumę kontrolną, jak każdy inny artefakt w łańcuchu dostaw.

Żaden z tych punktów nie jest odkryciem. Dziwi raczej to, że żaden z sześciu raportów nie zapytał, ilu wdrożeniom lokalnym ta lista faktycznie towarzyszy.

AI Act przesunął termin, ale go nie skasował

Część tekstów o modelach lokalnych w sektorze regulowanym nadal powtarza, że obowiązki dla systemów wysokiego ryzyka obowiązują od 2 sierpnia 2026. To już nieaktualne. Rozporządzenie 2026/1744, nazywane Digital Omnibus, weszło w życie 27 lipca.

Dla systemów z Załącznika III, do których należy między innymi ocena zdolności kredytowej, nowy termin to 2 grudnia 2027. Dla AI wbudowanej w produkty z Załącznika I jest to 2 sierpnia 2028. Obowiązki przejrzystości z art. 50 nie zmieniły się i obowiązują od 2 sierpnia 2026.

Lokalność niczego tu nie zmienia, bo obowiązki wynikają z tego, do czego system służy. Miejsce, w którym liczy się inferencja, nie ma dla nich znaczenia. Bank, który postawi scoring na modelu we własnej serwerowni, ma dokładnie te same wymagania co bank korzystający z chmury. Dostał tylko kilkanaście miesięcy więcej na przygotowanie.

Polska startuje z daleka

Według Eurostatu w 2025 roku technologii AI używało 8,4% polskich firm zatrudniających co najmniej dziesięć osób. Średnia unijna wynosiła 20%, a niżej od nas była tylko Rumunia.

Przy takim punkcie wyjścia pierwszy projekt z lokalnym modelem nie powinien być autonomicznym agentem z prawem zapisu do systemów. Lepiej sprawdzi się asystent przeszukujący procedury albo ekstrakcja danych z dokumentów. W obu przypadkach błąd widać, zanim narobi szkody.

Czego mi brakuje

Po lekturze tych raportów mam więcej pytań niż na początku. Nikt nie policzył, ile firm w Europie uruchamia modele językowe na własnym sprzęcie, do czego ich używa i ile tych wdrożeń przeżywa pierwszy rok. Wiemy, ilu deweloperów sięga po otwarte wagi, ile zapytań trafia do Gemini i co deklarują prawnicy. O modelach w serwerowniach banków, szpitali i urzędów wiemy z anegdot.

Ta luka ma praktyczną konsekwencję. Kto dziś decyduje o lokalnym wdrożeniu, nie oprze się na cudzych liczbach i musi zmierzyć wszystko na własnych danych. Hugging Face pokazał, że najlepiej zrobić to przed incydentem.

Dlatego mam pytanie do osób z SOC i z banków. Czy macie dziś w zespole model, na którym przeanalizujecie złośliwy kod i logi ataku bez pytania dostawcy o zgodę?

Źródła